facebook

pogranicza

Jest zatem wódką gatunkową – bo innego typu wódek opartych na spirytusie rektyfikowanym właściwie już nie ma. Ale i to założenie nie do końca jest prawdziwe. Dwie dekady temu spośród tego rodzaju wódek wyłoniła się grupa wódek smakowych – czasami białych, innym razem barwionych. Niemniej wszystko to są trunki silnie "sformatowane" na jeden konkretny profil aromatyczno-smakowy. Przeważnie owocowy: cytrynowy, pomarańczowy, żurawinowy… Czym różniły się zatem od innych wódek gatunkowych? To proste, do "zwykłych wódek" dodawano destylatów z nalewów na konkretne owoce. Wódka Dwór Sieraków jest zupełnie inna – jest oparta na starej, podkrakowskiej recepturze, której podstawą jest rektyfikowany spirytus zbożowy, wzbogacony o szlachetne destylaty śliwkowy i jabłkowy, z dodatkiem destylatów z nalewów na dziką różę, wanilię, ziarna owsa oraz rodzynki. Całość dojrzewa razem, by dać w efekcie złożoną, ale niezwykle harmonijną i delikatną kompozycję. Taką wódkę można – co zupełnie naturalne – podawać w sposób klasyczny. Do zmrożonych, niemal oszronionych kieliszków nalewamy bardzo zimny, lekko przez to oleisty płyn. Pijemy "na raz" lub z lekka co jakiś czas maczając usta w płynie. Taki sposób konsumpcji, najlepiej do przystawek, świetnie odcina zjedzone właśnie hors d'oeuvre od głównego posiłku, przygotowuje nas na następne dania, czyści kubki smakowe i – pobudzając apetyt – wnosi nutę niepokoju i oczekiwania na kolejne doznania smakowe. To szczególnie przydatne, jeśli w skład przystawki wchodzą ryby, kawior, starzone przysmaki (sery, szynki, wędliny) lub jeśli całość jest mocno przyprawiona lub skropiona octem. Taki sposób podania Wódki Dwór Sieraków nie przeszkodzi nam w dalszej części kolacji posmakować podczas kolacji najlepszych win. Jednak Wódka Dwór Sieraków jest trunkiem pogranicza, a przez to wielowymiarowym – łączy w sobie czystość najwyższej jakości białej wódki, ze szlachetnymi nutami aromatycznymi przynależnymi wódkom gatunkowym z najwyższej półki. Spróbujmy zatem inaczej: spróbujmy trunku w klubowych, angielskich kieliszkach koniakowych. Zażądajmy jej zatem lekko li tylko schłodzonej, podanej w baloons, ujmijmy następnie czaszę kieliszka w nasze dłonie, zakręćmy zawartością i zanurzmy się w ferii zapachów, które z wolna – wraz z podnoszeniem się temperatury trunku, ogrzewanego naszą ręką – będą się stopniowo uwalniać znad brzegów pucharku. Wraz z czasem zapachów coraz to różnych, nowych… Poddajmy się temu nastrojowi, wczujmy się w czar aromatów i dajmy się ponieść fantazji!

Wojciech Gogoliński