facebook

najlepsza wódka pana i plebana

Przedstawiona tu historia wódki z sierakowskiego dworu jest próbą rekonstrukcji wydarzeń, które miały miejsce na przestrzeni ponad 150 lat. Nie jest łatwo ułożyć z tej plątaniny faktów i mitów całość, zwartą i dopasowaną do siebie jak płytki mozaiki, więc czasami trzeba uciec się do wyobraźni, która podpowiada różne scenariusze. Jedno jest pewne - zarówno dwór jak i wódka istnieją, o czym każdy, kto odwiedzi Sieraków może się na własne oczy przekonać. Zdaniem wielu koneserów Dwór Sieraków to najlepsza wódka łącząca w sobie szlachetny smak, z aksamitną teksturą i lekko owocowym aromatem. Powstała na bazie tradycyjnej receptury i latach doświadczeń wódka, zachwyca obecnie wysublimowanym charakterem, szlachetnością doznań i klasycznym kunsztem wysokogatunkowego trunku.


Sierakowski majątek liczy sobie ponad 700 lat historii. W odległych czasach na jego stole często gościły miody, tokajskie wina i piwa sprowadzane z pobliskiego Krakowa. Natomiast wódka, jako alkohol chłopski, raczej nie była pita przy pańskim stole. Przez wieki wielokrotnie zmieniali się włodarze sierakowskiego majątku. Pod koniec XVIII wieku, prawdopodobnie w 1780 roku, dwór i ziemie zostały zakupione przez Jana Nepomucena Przychockiego (1716-1790), żupnika wielickiego, byłego sekretarza króla Augusta III Sasa. Ta intrygująca postać w ciągu swego długiego jak na te czasy życia była świadkiem wszystkich trzech rozbiorów i upadku I Rzeczpospolitej. Chociaż Polska upadła, to akurat jego fortuna miała się całkiem dobrze. Austriacki Cesarz Franciszek II potwierdził szlachectwo Przychockich (tzw. szlachectwo stanu rycerskiego) 17 grudnia 1782 oraz nadał im tytuł baronów austriackich w Galicji. Majątkiem sierakowskim baron Jan Nepomucen Przychocki długo się nie nacieszył, bowiem zmarł w dwa lata od jego nabycia. Jednym z kolejnych dziedziców Sierakowa z roku Przychodzkich był urodzony w 1845 Teodor.

W połowie XIX wieku, właśnie za życia Teodora, dwór uległ całkowitej przebudowie. Stara drewniane ściany został zastąpione solidnym murem. Siedziba rodu nabrała reprezentacyjnego, neoklasycznego wyglądu, godnego tytułu rezydujących tu baronów. Teodor postawił na nowoczesność. Był dobrym gospodarzem, a w kuchni tradycjonalistą i wielkim smakoszem. Uwielbiał konno objeżdżać okolicę, osobiście doglądać żniw i robót polowych. Znał po imieniu większość okolicznych włościan. Podczas tych konnych wędrówek po okolicy przystawał, by porozmawiać z chłopami, a czasami zaglądał i do szynku, gdzie spędzali wolne chwile prości ludzie. A jak to w szynku bywało, baron nie wzgardzał poczęstunkiem, jakim była wódka, której za kołnierz nie wypadało wylewać. Chociaż był wielkim panem, lud go lubił i szanował.

Pewnego dnia, może gdzieś około 1850 roku, Teodor bawił w dziekanowickiej parafii u księdza plebana. Po dziś dzień możemy oglądać śliczny gotycki kościółek położony na wzgórzu dominującym nad Doliną Raby. Jak było naprawdę – nie wiemy. Możemy snuć domysły, że właśnie tu baron z księdzem dobrodziejem opracowali recepturę wódki. Wskazuje na to fakt, że ksiądz proboszcz, jak wielu innych duchownych żyjących w tych czasach, był społecznikiem i entuzjastą pozytywistycznej pracy organicznej, a przy tym amatorem nalewek. W plebani mogła także znajdować się mała, prywatna destylarnia. Pomysł na wódkę jest prosty – spirytus z okolicznych zbóż należało wymieszać w odpowiednich proporcjach z nalewami na owoce śliw, gruszy i jabłek i dodać wody. Tylko, że z tymi sadami w okolicy nie było najlepiej, gdyż brakowało dobrej jakości owoców. Szczęśliwie jednak ksiądz pleban miał znajomego sekretarza dóbr komunalnych, niejakiego Herzoga, który mieszkał w okolicy Łącka w nowosądeckim. Człowiek ten był wielkim zwolennikiem sadownictwa, zakładał szkółki drzew owocowych i uprawiał nowe gatunki śliw. Obaj panowie – baron i pleban, pewnego dnia udali się do Herzoga, aby przekonać, czy owoce pochodzące z jego sadów mają odpowiednią jakość. Ostatecznie uznali je za godne swego produktu. Na bazie tych składników powstało domowym sposobem kilka litrów aromatycznej wódki. Ponieważ była wyśmienita, co jakiś czas wielebny destylował kolejną jej porcję. (Ustna tradycja mówi, że około 1863, a więc w roku, w którym wybuchło powstanie styczniowe, goście sierakowskiego dworu byli częstowani wódką, której sława sięgała już krakowskich salonów). Pleban jednak wkrótce zmarł, więc jedynym właścicielem receptury pozostał starzejący się baron. Teodor miał syna, urodzonego w 1845 roku Piotra Aleksandra, który po śmierci ojca stał się dziedzicem majątku sierakowskiego wraz z przyległościami w powiecie sądeckim.

Młody Przychodzki energicznie sprawował pieczę nad majątkiem, jednocześnie bawiąc często w Krakowie i Wiedniu. W 1880 ożenił się z piękną Aleksandrą Olgą z domu Dobrzeńska. Wkrótce, bo w 1881 roku urodził się ich jedyny syn, Jerzy. Piotr chciał uczcić narodziny syna sierakowską wódką, ale nie było nikogo, kto mógłby ją wyprodukować. Domowa destylarnia była w świetle ówczesnego prawa nielegalna. Prawo do produkcji wódki mieli wówczas jedynie tzw. propinatorzy, przeważnie Żydzi. I tu w naszej historii pojawia się Salomon Grossbard, zacny kupiec i przedsiębiorca. Salomon wydzierżawił od łąckiego proboszcza ks. Koraba Pociełowskiego grunt, na którym zbudował gorzelnię. Następnie zatrudnił gorzelnika Salomona Goldcheina i uruchomił produkcję słynnej śliwowicy, zwanej Pejsachówką. Łąckie sady zapewniały dostatek owoców najwyższej jakości. Wódka dostarczana była do okolicznych szynków, a nawet wysyłana w świat. Nie były to jednak wielkie ilości, gdyż wytwórnia miała lokalny charakter. Nie wiemy, gdzie i w jakich okolicznościach Piotr Aleksander poznał Grossbarda. Musiała być to jednak dobra znajomość, bo specjalnie na potrzeby barona łącka gorzelnia produkowała limitowane ilości wódki, która trafiała wyłącznie pod sierakowski adres. Nie znajdziemy jej zatem w żadnych rejestrach ani dokumentach, gdyż produkcja była utrzymywana w tajemnicy, a receptura pilnie strzeżona. Smaku sierakowskiej wódki mogli doświadczać tylko wtajemniczeni, czyli goście dworu.

Na przełomie wieków Sieraków stał się jednym z centrów podkrakowskiego życia towarzyskiego małopolskiego ziemiaństwa. Bywali tu arystokraci, artyści z Akademii Krakowskiej oraz oficerowie austro-węgierskiej armii. Galicja żyła swoim własnym tempem, celebrując tradycję i starannie pielęgnując polskość w ramach wyznaczonych przez Najjaśniejszego Cesarza Franciszka Józefa. W roku 1905, skończywszy 50 rok życia, umiera baron Aleksander Piotr Przychocki. Stary Salomon Grossbard przeżył swego przyjaciela o 7 lat i zmarł w roku 1912. Gorzelnię po nim przejął zięć, Pinkas Faber. Niestety normalne życie brutalnie przerwała wojna.

Po odrodzeniu Polski w 1918 Pinkas uruchomił produkcję śliwowicy już na skalę przemysłową. Pejseczna była wódką koszerną, którą eksportowano w wielkich ilościach za granicę, głównie do Palestyny.

Również w Sierakowie zaszły wielkie zmiany. Dwór na początku lat 20 zmienił właściciela. Przychoccy sprzedali majątek Władysławowi Kucharskiemu, pochodzącemu z Krakowa politykowi i urzędnikowi, który robił karierę w rodzącej się rządowej administracji. Był konserwatystą i członkiem Związku Ludowo-Narodowego. Piastując różne stanowiska, był w latach 1922-27 posłem na Sejm RP, do którego startował z listy Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej. Kariera Kucharskiego osiągnęła swój szczyt, gdy w 1923 został ministrem przemysłu i handlu w rządzie Wincentego Witosa. Kucharski większość czasu spędzał w Warszawie, a do Sierakowa przyjeżdżał jedynie na odpoczynek do żony i córek. Tu odwiedzali go wpływowi politycy, biznesmeni, oficerowie i ziemianie. Na przyjęciach, balach i przy stole załatwiało się interesy, romansowało i knuło intrygi. Sława Wódki z Sierakowa powróciła. Tą specialite de la maison zachwycało się często bawiące tu towarzystwo z Warszawy. Gospodarz jednak nie zdradzał gościom, jak i gdzie ją wytwarzano. Dziś domyślamy się, że powstawała w wytwórni Pinkasa Fabera, zięcia Samuela Grossbarda, według receptury Teodora Przychodzkiego w oddalonym o 28 km od Nowego Sącza Łącku. Tak wiec stara przyjaźń i współpraca miedzy sierakowskimi dziedzicami a wytwórcami wódek z Gorc przetrwała wojnę i zmianę pokoleń.

Kariera Kucharskiego załamała się w dramatycznych okolicznościach. Jako minister podpisał niekorzystną dla skarbu państwa umowę, przekazującą kapitałowi francuskiemu (grupie kapitałowej Marcela Boussaca) odbudowane przez państwo po zniszczeniach wojennych Zakłady Żyrardowskie za ułamek ich prawdziwej wartości. Nakłady inwestycyjne państwa dokonane w latach 1919–1921 nie zostały zwaloryzowane pomimo hiperinflacji marki polskiej w czasie negocjacji i zawierania transakcji w roku 1923. Straty Skarbu wyniosły ponad 2,5 mln franków szwajcarskich - 99% nakładów poniesionych na odbudowę Zakładów. Wybuchł skandal, który został okrzyknięty w gazetach największą aferą II RP. W 1924 roku upadł rząd Witosa, Kucharski stracił tekę ministra i niewiele brakowało, aby stanął przed Trybunałem Stanu, przed którym wybronili go koledzy z sejmowych ław. Kucharski nie poniósł odpowiedzialności karnej, ale w polityce był skończony. Nie pozostało mu nic innego, jak wrócić do rodzinnej Małopolski i tu ułożyć sobie życie. Próbował robić różne interesy, m.in. prowadził gospodarstwo, miał fabrykę gwoździ i drutu, zasiadał w radach różnych spółek. Niestety większość projektów kończyła się niepowodzeniem. Ostatecznie pogrążyła go skłonność do hazardu. Kucharski zbankrutował, a jego majątek został zajęty w 1936 przez Komunalną Kasę Oszczędności Miasta Krakowa.

Wojenna zawierucha, a następnie lata realnego socjalizmu zatarły wspomnienia o wspaniałej przeszłości dworu i sierakowskiej wódce. Po latach popadania w coraz większą ruinę, dwór w 2005 został kupiony przez małżeństwo: Karolinę Grabowską i Pawła Gąsiorka. Karolina jest Polką urodzoną w Urugwaju, córką polskich emigrantów wojennych. Tam spędziła dzieciństwo, tam ma również rodzinę. Postanowiła jednak zamieszkać w Polsce. Dwór został gruntowanie wyremontowany i w roku 2011 został otwarty, już jako hotel z restauracją oraz spa. Karolina podczas jednej ze swoich wizyt u rodziny w Urugwaju spotkała starszego Pana o nazwisku Faber. To polski Żyd, którego wojenne losy rzuciły również do Ameryki Południowej. Gdy człowiek ten dowiedział się, że Karolina kupiła Sieraków, otworzył szeroko oczy ze zdumienia. Opowiedział jej, że jego stryj znał, przedwojennego właściciela dworu i związaną z nimi pewną historię. Otóż Pinkas Faber, ostatni właściciel łąckiej gorzelni, został zamordowany przez hitlerowców. Jednak zanim zginął, przekazał swojemu bratankowi, którego ukrywała polska rodzina, recepturę wódki z prośbą, aby po wojnie odnaleźć nowego właściciela sierakowskiego dworu i oddać ją w jego ręce, bo taka jest tradycja. Tym bratankiem był ów starszy Pan spotkany w Urugwaju przez Karolinę, która tym sposobem stała się właścicielką receptury sierakowskiej wódki.

W październiku 2013 roku Wódka Dwór Sieraków znów trafiła na polskie stoły. Gorzelni Pinkasa już dawno nie ma (zniszczyła ją Armia Czerwona w 1945). Dziś wódka powstaje w odległym o 28 km od Łącka Nowym Sączu. Robiona jest z owoców, które rodzą się w tych samych sadach, z jakich pochodził alkohol robiony według pierwotnej receptury. Wódka jest dostępna dla każdego, podobnie jak dwór, do którego serdecznie zapraszamy!

"Pili nasi pradziadowie, każdy wypił czarę; jednak głowy nie tracili, bo pijali w miarę... pili nasi pradziadowie, nie byli pijacy; żyli mężni, pracowici, bądźmyż i my tacy."

— zebrane przez: Kolberg