facebook

degustacyjne

W gorzelniach zna je na pamięć kilka wtajemniczonych osób, jednak często jest tak, że nikt nie zna całego procesu, a jedynie jego różne etapy. Ale jeśli przyjąć za warunek, że taki napój to w sześćdziesięciu procentach woda destylowana (faktycznie – zdemineralizowana), a reszta to różne składniki aromatyczno-smakowe, musimy takie produkty oceniać osobno. Wówczas można zwrócić uwagę na wiele drobnych szczegółów – zwłaszcza wady, bądź zalety, a przy tym drugim aspekcie: harmonię kompozycji. Trzeba mieć w tym pewne doświadczenie, a właściwie – mówiąc szczerze – sporą biegłość. Już bowiem jedynie niewielkie ochłodzenie lub podniesienie temperatury ocenianego trunku powoduje zmiany jego zapachu, nie mówiąc o odbiorze smaków. Jeśli ktoś nie wierzy, wystarczy bardzo prosty zabieg, czasami stosowany wobec uczących się oceny win – podanie na początku degustacji wódki schłodzonej, a na zakończenie tej samej, ale w temperaturze pokojowej. Gwarantuję, że nikt się połapie, że mamy do czynienia z taką samą wódką. Miary złego przy obiektywnej ocenie dopełniają niuanse w dojrzewaniu (i tzw. przegryzaniu się) wielu składników kompozycji – ich ocen w gorzelniach na różnych etapach dokonuje sztab bardzo doświadczonych osób, pracujących od lat dla tej samej wytwórni. Wynika to z faktu, że składniki owocowe lub ziołowe – z powodów np. pogodowych – nie każdego roku są identyczne. Stare, utytułowane firmy posiadają często ogromne zapasy różnych nalewów i kompozycji dla kiperów. By trunek co roku był identyczny. Jeśli oceny trunku dokonuje kilka osób, konieczne jest zwrócenie uwagi na tzw. "kalibrację". Oznacza to podanie jednej lub kilku próbek degustującym, a następnie wstępne porównanie skali i cech, na które zwracamy szczególną uwagę. Nie zapominajmy również o rzeczy najważniejszej – dobra wódka gatunkowa powinna przede wszystkim nam smakować!

Wojciech Gogoliński